W III kwartale 2010 roku, Inspekcja Handlowa przeprowadziła kontrolę jakości przetworów rybnych, mleczarskich oraz owocowo-warzywnych. Niestety wyniki kontroli nie napawają optymizmem. Niemal połowa przetworów owocowo-warzywnych była źle oznakowana. O ile brak informacji o przechowywaniu danego produktu po otwarciu może wydawać się błahostką (bo chyba zdecydowana większość konsumentów domyśla się jak przechowywać przykładowo dżem po otwarciu) o tyle brak wymienionych wszystkich składników danego produktu spożywczego jest już poważnym uchybieniem. Miedzy innymi, w niektórych produktach brakowało oznaczenia, że produkt zawiera cukier, substancje słodzące oraz gorczycę, która jest alergenna.
Przebadane produkty mleczne również miały wiele uchybień. Prawie jedna piąta zbadanych produktów budziła zastrzeżenia. Po raz kolejny wprowadzano błąd konsumenta. Między innymi, jeden z łódzkich producentów serów nazywał swój wyrób serem górskim. Inny zaś poprzedzał nazwę swojego wyrobu przedrostkiem „bio” pomimo, że sam produkt był wytworzony w sposób konwencjonalny. Dodatkowo, producenci żywności byli na tyle sprytni, że informowali o braku konserwantów w produktach, w których… i tak wg. polskiego prawa nie można ich używać! Na koniec, znaleziono produkty, które nie trzymają odpowiednich właściwości fizykochemicznych. Zastrzeżenia co do zawartości tłuszczu budziły twarogi oraz śmietanka. Słabo prezentowało się również mleko pasteryzowane, w którym wykryto zbyt dużą ilość wody.
Przetwory rybne wypadły nieco lepiej niż mleczne czy owocowo-warzywne. Nieprawidłowości dotyczyły ok. 11% przebadanych produktów. Co ciekawe, zaobserwowano, że im przetwory rybne były poddawane bardziej złożonym procesom technologicznym tym ilość produktów z nieprawidłowościami w zakresie parametrów fizykochemicznych rosła. Tym samym ryby mrożone oraz wędzone mniej odbiegały swoimi parametrami od ryb marynowanych.
Na nieuczciwych producentów żywności nałożono kary pieniężne.