Ciekaw jestem, czy kiedykolwiek biorąc z półki sklepowej, przykładowo czekoladę z nadzieniem truskawkowym zastanawialiście się, czy tak naprawdę jest w tym nadzieniu chociaż niewielki ślad wspomnianych truskawek, zaś sama czekolada jest „prawdziwa”? A może w czekoladzie jest tyle domieszki tłuszczu roślinnego (nie pochodzącego z kakao), że bliżej produktowi do wyrobu czekoladopodobnego? Ilu producentów może nas robić w balona? Ilu podaje prawdę na etykiecie?
Ostatnio wykonano kontrolę jakości wyrobów czekoladowych oraz wyrobów w polewie czekoladowych. Inspekcja Handlowa na zlecenie UOKiK miała zastrzeżenia do 13,3% kontrolowanych partii produktów. Moim, skromnym zdaniem wynik nie jest tragiczny, ale również i dobry. W wykonanej kontroli furorę zrobiły „biszkopty z galaretką poziomową oblane prawdziwej czekoladzie”, które w rzeczywistości zawierały sok jabłkowy i sztuczny aromat oraz czekolada nadziewana kawą i whisky bez kawy. Mimo wszystko, najczęstszym przewinieniem producentów słodyczy z udziałem czekolady było przekroczenie 5-cio procentowego limitu dodatku dozwolonych tłuszczów roślinnych jako zamienniki tłuszczu kakaowego. Dodatkowo producenci żywności często nie informują o domieszce innych tłuszczów roślinnych w swych produktach, bądź też nie zawierają informacji o minimalnym, procentowym udziale masy kakaowej w produkcie, co należy do ich obowiązku.
Nie tylko wyroby czekoladowe poddano kontroli, ale także i… wina. W wyniku kontroli stwierdzono, że 6,2% przebadanych produktów winiarskich budziło zastrzeżenie. Najczęstsze zastrzeżenia to złe nazewnictwo, nieprawidłowa zawartość cukrów w produkcie oraz obniżona ilość alkoholu.
Jaki był efekt całej kontroli? Wg. tego co się dowiedziałem, Inspekcja handlowa wypisała 41 mandatów oraz wystąpiła o przyznaniu 5 kar pieniężnych. Jak ominąć oszukany produkt? Złotej zasady nie ma, jednak mogę poradzić jedno. Patrz co jesz!
Źródło: gazeta.pl